MENU
Udostępnij Twitnij

9 na 10 płaci po terminie. By się ratować, firmy podnoszą ceny i zwalniają pracowników

30 mld złotych – tyle zaległości aktualnie mają polskie przedsiębiorstwa wobec kontrahentów i banków. Co druga firma w Polsce nie dostaje pieniędzy na czas. Według raportu Portfel Należności Polskich Przedsiębiorstw, przygotowanego przez KRD i KFF – odsetek ten wzrósł w ciągu ostatniego półrocza z 42 do 28 proc. Co więcej – szefowie tych firm nie przewidują, żeby sytuacja miała się szybko zmienić.

Według 48,6 proc. badanych problem będzie się utrzymywał na stałym poziomie, a co piąty przewiduje, że zjawisko to przybierze na sile. Jak z kolei wskazują wyniki badania przeprowadzonego przez firmę Intrum, już 9 na 10 przedsiębiorców płaci rachunki po terminie. Przedsiębiorcy odczuwają też coraz większe przyzwolenie, by akceptować przesunięcia płatności. Z danych Intrum wynika, że blisko 60 proc. przedsiębiorców zostało poproszonych o dłuższy termin płatności, a 56 proc. zgodziło się odroczyć moment zapłaty. Natomiast z raportu KRD i KPF wynika, że przeciętny okres przeterminowanych płatności w styczniu wyniósł 3 miesiące i 14 dni, po czym znów minimalnie się wydłużył.

Kosztowne skutki zatorów płatniczych

Firmy, które nie dostają pieniędzy na czas, ograniczają inwestycje (38 proc. – KRD i KPF) oraz nie płacą własnych zobowiązań (30 proc). Opóźnione płatności uniemożliwiają wprowadzenie na rynek nowych produktów oraz usług (10,5 proc.), a w rezultacie wymuszają podniesienia cen. W około 10 procentach firm nieterminowe płatności sprawiają, że konieczna jest redukcja zatrudnienia, czyli zwolnienia pracowników.

Po pierwsze – zapobiegaj

Z przeterminowanymi płatnościami trzeba walczyć już na etapie zawierania umowy. Zapisany tam termin opłacenia faktury powinien być realny i przedyskutowany z kontrahentem. Czasem wystarczy od razu odsunąć płatność o kilkanaście dni, by na dokumentach była realna data opłacenia zamówienia. Może przecież być tak, że klient od początku wie, że nie będzie w stanie zapłacić w terminie, ale – nie chcąc ryzykować np. wyższej ceny – nie przyznaje się do tego, odkładając trudne rozmowy na później.

Kolejny krok to przypomnienie o płatności. Warto jeszcze przed jej terminem wysłać e-mail lub zadzwonić – tym samym dajemy znać, że pilnujemy sprawy. Kontrahent ma pewność, że skoro dzwonimy już teraz, to nie odpuścimy w przyszłości.

Jeśli mimo tych zabiegów pieniądze nie wpływają – dzwonimy ponownie i ustalamy, kiedy nastąpi uregulowanie zobowiązania. Warto też napisać e-mail. Co ważne – konieczne jest przy tym trzymanie emocji na wodzy. Nie warto dać się ponieść, grozić czy obrażać. Wspólne rozwiązanie sprawy nie pali mostów. Klient, który dziś zalega nam z jedną fakturą, może być w przyszłości naszym najlepszym odbiorcą.

Źródło: Shutterstock.com

Po drugie – wzywaj i pozywaj

Kolejnym formalnym krokiem po naszych namowach jest wysłanie wezwania do zapłaty. Musi ono spełniać kilka wymagań formalnych.
Konieczna jest data oraz miejsce sporządzenia wezwania, wpisanie danych wierzyciela i dłużnika, dokładnej kwoty zaległości wraz z oznaczeniem dokumentu potwierdzającego należność (zwykle jest to numer faktury).

Na wezwaniu musi też być podana data wymagalności płatności oraz termin, w jakim żądamy zapłaty (np. 7 dni od otrzymania wezwania). Trzeba też określić formę płatności (zwykle przelew) oraz informacje, jakie kolejne kroki podejmiemy, jeśli nie dostaniemy pieniędzy w terminie określonym w wezwaniu (np. pozew sądowy).

Jeśli i to nie przyniesie rezultatów, kolejnym krokiem jest pozew. Kłopot w tym, że droga sądowa bywa zwykle długa i uciążliwa. Nieuczciwi kontrahenci dobrze o tym wiedzą, jak też o tym, że decyzja o drodze sądowej jest dla wielu przedsiębiorców uciążliwa i odkładają ją w nieskończoność. Tu jednak mała uwaga – już samo złożenie pozwu często pomaga, by pieniądze znalazły się na naszym koncie.

Trzecia droga – faktoring

Pozwy i wezwania do zapłaty skutecznie zastępuje faktoring. Polega na tym, że wystawioną fakturę przekazujemy do banku, który wypłaca nam większość zapisanej tam kwoty.

Istotą faktoringu nie jest jednak odzyskiwanie zaległych płatności (chociaż w praktyce to też), tylko uzyskanie pewności płynności finansowej. To tak naprawdę krótkoterminowe finansowanie kredytu kupieckiego, którego jedna firma udziela drugiej.
Stąd najczęstszym klientem firmy faktoringowej jest przedsiębiorstwo mające wielu stałych klientów, którym oferuje odroczony termin zapłaty, ale tak naprawdę musi mieć pieniądze na koncie szybciej, by móc je dalej inwestować, np. zwiększając produkcję lub zatowarowanie.

Faktoring staje się kluczowym rozwiązaniem, gdy firma nie ma wysokiej zdolności kredytowej, za to boryka się utrzymaniem płynności. Drugą sytuacją jest ta, w której kontrahenci zwykle nie płacą w terminie. To nie tylko braki gotówki na konie, ale również koszty obsługi zaległości (monity, pozwy, wezwania). W przypadku faktoringu taki problem biorą na siebie zwykle faktorzy (firmy faktoringowe lub banki oferujące usługę).

Różne oblicza faktoringu

Faktoring dostępny jest w kilku wariantach. Najpopularniejszy to tzw. faktoring niepełny (z regresem). W sytuacji gdy bank nie będzie mógł odzyskać pieniędzy od kontrahentów, zażąda ich od swojego klienta. To wariant bardziej ryzykowny, ale tańszy. W rzeczywistości i tak lepszy niż czekanie na płatność i pozostawanie bez pieniędzy przez wiele miesięcy.

W przypadku droższego faktoringu bez regresu (pełnego) to faktor bierze na siebie ryzyko niewypłacalności kontrahentów.
Trzeba też dodać, że firmy faktoringowe mają doświadczenie we współpracy z windykatorami, co sprawia, że posiadają znacznie większą szansę na odzyskanie pieniędzy niż my sami i firma windykacyjna. Do tego sam fakt współpracy z firmą faktoringową, o której dowiaduje się kontrahent, sprawia, że chętniej płaci faktury, by uniknąć prawnych kłopotów.

Innym – praktycznym rozwiązaniem – może też być wariant odwrotny, tzw. cichy faktoring. Oznacza to, że kontrahent nie wie o podpisanej przez nas umowie faktoringowej, a przedsiębiorca zyskuje szybkie finansowanie. Po umówionym czasie zwraca faktorowi (bankowi) otrzymane wcześniej pieniądze za fakturę, gdy sam otrzyma zapłatę. Jeśli to się nie wydarzy – dłużnika musi ścigać już sam. Takie rozwiązanie polecane jest firmom mającym wiarygodnych klientów, gdy problemem jest tylko ustalony przez obie strony długi termin płatności.

Źródło: Shutterstock.com

Ile kosztuje faktoring?

Faktoring to usługa, za którą trzeba zapłacić, ale jest tańsza niż kredyt czy bankowa pożyczka. Podstawą są odsetki od udzielonej faktorantowi (przedsiębiorstwu) przez faktora (bank) zaliczki. Ta zaliczka to zwykle 80 proc. kwoty na fakturze (w przypadku niektórych ofert nawet 100 proc.). Odsetki są liczone przez cały okres korzystania z zaliczki, czyli do chwili, gdy dłużnik zapłaci należność do banku. Oprocentowanie jest określane na podstawie stawki WIBOR z dodaną marżą faktora. Może mieć różną wysokość, w zależności od konstrukcji samej oferty. Zwykle to od 0,2 do nawet 3 proc.

Dodatkowe koszty? Te trzeba sprawdzić przed podpisaniem umowy. Mogą to być dodatkowe opłaty – przygotowawcza, za obsługę prawną czy całkowite przejęcie ryzyka niezapłacenia faktury. Analizę kosztów trzeba odnieść do korzyści, jakie przedsiębiorca uzyskuje. Faktoring to dla firmy źródło finansowania i pomoc w zarządzaniu należnościami. Stanowi to dobre rozwiązanie, gdy firma ma w portfelu wiele odroczonych płatności i sama potrzebuje finansowania, a nie może zaciągnąć kredytu lub ten jest zbyt kosztowny. Umowa faktoringu jest też mniej skomplikowana i łatwiejsza do zawarcia. Stanowi rozwiązanie dla tych, którzy nie mogę ściągnąć należności za faktury lub zgodzili się na długie terminy płatności, ale znaleźli się w sytuacji nagłej potrzeby finansowej.
Ustawa o zatorach płatniczych

Zatory nie od dziś są hamulcem rozwoju polskich firm. O ile parlament nie odrzuci projektu ustawy o zatorach płatniczych, sytuacja przedsiębiorców powinna się nieco poprawić. Ustawa wprowadza m.in. kary dla przedsiębiorstw, które najbardziej zalegają z płatnościami, po przeprowadzeniu postępowania administracyjnego. Nowością jest też wprowadzenie maksymalnych terminów płatności w transakcjach, których stroną jest instytucja publiczna (30 dni) lub gdy wierzycielem jest mała firma a dłużnikiem duża (60 dni). Ustawa wprowadza też nowe obowiązki dla dużych firm, których dochód przekracza 50 mln zł rocznie – będą musiały składać sprawozdania o stosowanych praktykach płatniczych.

Jedną z ważniejszych zmian jest ulga na złe długi, czyli możliwość odliczania od podstawy opodatkowania zaległości powyżej 90 dni. Z drugiej strony – dłużnik będzie musiał doliczyć do podstawy kwotę, którą powinien był zapłacić. Kiedy nowe przepisy mogą wejść w życie?

Jeśli parlament przyjmie ją bez opóźnień – ustawa powinna zacząć obowiązywać już 1 czerwca br.

Przeczytaj również:
Wyłącz Adblocka, aby w pełni cieszyć się zawartością tej strony.